3 rzeczy, których dowiedziałam się o sobie w 2017

To był rok zbyt gwałtownych emocji i zbyt wielu okoliczności, które mnie przerosły. Rok wielkich zachwytów i równie wielkich zranień. Rok, w którym wystąpiły straty w osobach – ludzkich i zwierzęcych (zyski też były, ale w relacjach zyski nigdy nie równoważą strat). Tym, co się u mnie wydarzyło w 2017, można by spokojnie obdzielić kilka lat, a i tak pewnie najbardziej neurotypowa osoba na świecie mogłaby mieć problem z przeprocesowaniem tego wszystkiego. Wciąż więc procesuję i w międzyczasie gonię rzeczywistość, która umyka, ponieważ nie zajmuję się nią, tylko procesowaniem zmian, strat i całej reszty.

Każdy rok rozpoczynam od rytuału tworzenia rankingów: książek, filmów, seriali i płyt, które podobały mi się najbardziej w roku poprzednim oraz list ważnych i trudnych rzeczy, które mnie spotkały (w tle towarzyszy mi trójkowy top wszech czasów – to też rytuał przypisany do 1 stycznia). Już wiem, że listy ważnych i trudnych rzeczy, które wydarzyły się w 2017, będą identyczne. Dzięki procesowaniu przybyła jeszcze jedna lista: rzeczy, których dowiedziałam się o sobie.

  1. Mam problem z rozpoznawaniem własnych emocji.

Naprawdę nie byłam tego świadoma do tej pory. Wiedziałam tylko, że trudno mi przychodzi wyrażanie emocji, szczególnie tych pozytywnych. Nie mam też problemu z rozpoznaniem lęku, smutku i złości – ponieważ są to emocje u mnie dominujące. Natomiast nie łączyłam faktu, iż zazwyczaj występują w ekstremalnych stężeniach – w formach stanów lękowych, tępego przygnębienia i napadów złości – z tym, że nie jestem w stanie wyłapać zwiastunów, że coś nie gra, że przegapiam (ignoruję? wypieram?) wiele subtelniejszych odcieni własnych stanów emocjonalnych, które – niewyrażone w odpowiednim czasie i formie – prowadzą do katastrofy. Ten rok przyniósł w dodatku wielomiesięczną nieprzerwaną huśtawkę emocjonalną, która rozregulowała mój organizm totalnie. Teraz już nie mam pomysłu, jak znów zaufać własnym emocjom. Może ktoś z Was wie, jak się to robi?

  1. Nie jestem w stanie przewidzieć własnych reakcji w obciążających emocjonalnie sytuacjach.

Dotychczas trochę sobie żartowałam z mojej nieumiejętności przewidywania, sprowadzając ją do braku pomysłów na to, co się wydarzy w następnym odcinku serialu, który właśnie oglądam. Trudne sytuacje, których doświadczyłam w tym roku, zmroziły mnie: okazało się, że miałam do siebie zbyt wiele zaufania. Zwiewałam z sytuacji, w których oczekiwano ode mnie wsparcia, sama potrzebowałam wsparcia w sytuacjach, w których myślałam, że świetnie poradzę sobie samodzielnie. To, jak wyobrażałam sobie zmianę, przez którą mam przejść, okazywało się czystą abstrakcją, dopóki nie doświadczałam jej na własnej skórze. Na szczęście w sytuacji kryzysu psychicznego okazało się, że jednak posiadam mechanizm samoobrony, dzięki czemu piszę do Was z domu, a nie ze szpitala psychiatrycznego (oraz w ogóle piszę).

  1. Potrzebuję bardzo dużo czasu na podejmowanie decyzji.

To konsekwencja między innymi dwóch wcześniejszych punktów oraz tego, że zasadniczo podejmowanie decyzji jest dla mnie trudne. W tym roku jednak kluczowy był czas, którego sobie nie dawałam albo którego nie otrzymywałam, ponieważ okoliczności wymagały szybszego podjęcia decyzji niż byłam w stanie to zrobić. Skutki były takie, że decyzje podejmowałam z głowy (nie rozpoznawałam na czas swoich emocji), starając się przewidzieć (hehe), jak powinnam się zachować w danej sytuacji albo jakie rozwiązanie będzie najmniej raniące dla osób, których dotyczy. Przy okazji dowiedziałam się, że wywieranie na mnie presji jest przeciwskuteczne i nie polecam tego rozwiązania osobom, które się zastanawiają, jak skłonić swoje bliskie osoby w spektrum do podjęcia ważnych życiowych decyzji. Po prostu dawajcie nam tyle czasu, ile potrzebujemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak naprawdę dowiedziałam się o sobie jeszcze kilku niezbyt przyjemnych rzeczy oraz jednej pocieszającej. Nie będę się tu nimi chwalić, bo wydaje mi się, że jednak nie mają związku (?) z autystycznym spektrum. Nieustannie jednak polecam psychoterapię jako narzędzie zdobywania wiedzy o sobie. Spokojnego i dobrego 2018!

Reklamy

Zaopiekuj się sobą

Napisałam ten tekst w końcu sierpnia. Od tamtego czasu niektóre sposoby na zadbanie o siebie nabrały dla mnie nowego wydźwięku. Szczególnie ostatnia self-care’owa porada: „słuchaj swojego organizmu”, która kojarzyła mi się z bardzo pozytywnymi emocjami, rejestrowanymi wówczas przez moje ciało, okazała się kluczowa w sytuacji emocjonalnej niestabilności. Ciało wiedziało wcześniej niż głowa, że coś jest nie tak. Warto zaufać swojemu ciału, nawet jeśli nieszczególnie się je lubi (tak jak ja).

Tak w ogóle dbanie o siebie może być bardzo trudne dla autystycznych osób, ponieważ często mamy pod górkę z tym, co wydaje się zdrowe i właściwe dla wszystkich:

  1. aktywność fizyczna – spektrum autyzmu obejmuje niezdarność fizyczną, kłopoty z koordynacją i równowagą, słabą motorykę; autyści często nienawidzą sportu i lekcji wf, dla mnie też aktywność fizyczna nie jest domyślną formą relaksu, wolę poczytać 😉
  2. sen – wiele osób z ASD cierpi na chroniczny lęk i depresję, częstszym doświadczeniem są potyczki z bezsennością niż zdrowy, długi sen,
  3. higiena osobista – ze względów sensorycznych dla wielu osób relaksujące kąpiele czy nawet codzienny prysznic to problematyczne kwestie; osoby z ASD mają też często kłopot z kupowaniem nowych ubrań, które gryzą, drapią i generalnie są dużo mniej komfortowe niż stare, sprawdzone ciuchy,
  4. bliskość fizyczna – bardzo lubię wspierające uściski, przytulanie się, masaże, ale jest wiele autystycznych osób, które nie tolerują kontaktu fizycznego albo jego określonych form,
  5. równowaga między pracą a odpoczynkiem – wobec braku życia towarzyskiego praca jest często jedynym obszarem, w którym autystyczne osoby mogą się realizować, jeśli w dodatku praca jest zgodna ze specjalnymi zainteresowaniami osoby, to o jakikolwiek odpoczynek może być trudno (uprawiam pracoholizm od lat i zasadniczo nie umiem odpoczywać),
  6. zdrowe odżywianie się – także ciężka sprawa w związku z częstymi alergiami oraz nadwrażliwością sensoryczną u osób z ASD; jeszcze inne wyzwanie jest takie, że osoba w spektrum autyzmu pochłonięta swoją pasją często zapomina o podstawowych potrzebach, takich jak jedzenie i picie albo jest tak mocno przywiązana do tych samych posiłków, że nie dostarcza sobie wszystkich potrzebnych elementów diety,
  7. zdrowy tryb życia w sensie wolności od nałogów – niestety alkohol, leki i narkotyki dają iluzję lepszego kontaktu z ludźmi oraz zagłuszają różne lęki, więc ryzyko uzależnień (także od pracy, seksu, papierosów itd. i emocjonalnych uzależnień) wśród autystów jest bardzo duże,
  8. odpoczynek od internetu – dla osób w spektrum internet jest czasem jedyną przestrzenią nieskrępowanej ekspresji, formą kontaktu z ludźmi, która jest wolna od konieczności utrzymywania kontaktu wzrokowego, gadania przez telefon i natychmiastowego odpowiadania na to, co się dzieje; oczywiście warto czasem wychodzić z netu, ale jakieś dłuższe odcięcie się raczej nie przyniesie korzyści.

IMG_5004

Co więc można dla siebie zrobić? Dla każdej autystycznej osoby odpowiedź będzie inna, ale na podstawie mojego doświadczenia i rozmów z innymi dziewczynami w spektrum mogę pokusić się o kilka podpowiedzi:

  1. nie przymuszaj się lub rób to jak najrzadziej: nie odbieraj telefonów, jeśli to powoduje u ciebie duży lęk, nie umawiaj się na wyjścia w grupie albo spotkania, które są dla ciebie niekomfortowe,
  2. znajdź optymalną dla siebie formę ruchu: dla mnie to są długie spacery, w tym chodzenie po górach,
  3. dowiedz się, jakie są dla ciebie idealne warunki sensoryczne, np. czy najefektywniej pracujesz w samotności i ciszy, czy przy muzyce, co ci przeszkadza, w jakich warunkach najłatwiej ci się skupić,
  4. wygłuszaj się w razie potrzeby: np. sprawdź, jak dobrze jest poleżeć w ciszy i ciemności (polecam całkowite przykrywanie się kołdrą), noś ciemne okulary, słuchawki, obszerne ubrania,
  5. trzymaj się swoich przyzwyczajeń i rytuałów, nie daj sobie wmówić, że to „fiksacje” i „obsesje” i że spontaniczność oraz luz są potrzebne w życiu 😉
  6. zajmuj się tym, co cię fascynuje, choćby było to najbardziej nieopłacalne zajęcie na świecie,
  7. pobądź trochę ze sobą, nie katuj się tym, że należy się spotykać z ludźmi, nie żałuj czasu dla siebie,
  8. słuchaj swojego organizmu, szczególnie jeśli nie rozpoznajesz swoich emocji lub im nie ufasz – twoje ciało powie ci, jeśli coś jest nie tak.

O przeciążeniach sensorycznych

Tak wiele jest wyzwań, które stawia neurotypowy świat przed autystyczną osobą. Wyzwań, które przeciążają, przebodźcowują i prowadzą do meltdownów (wybuchów złości, agresji lub płaczu) albo shutdownów (wycofki, zamknięcia się). Doświadczanie przeciążeń sensorycznych jest wśród autystów zjawiskiem powszechnym, ponieważ nadwrażliwość sensoryczna jest częścią spektrum autyzmu. Oczywiście każda osoba reaguje inaczej na różne bodźce. Moja lista top ten wyzwalaczy przebodźcowania jest taka:

  1. ludzkie pleplanie (także przez telefon), 2. światło świecące w oczy (w tym słońce), 3. wydzierające się osoby, zwłaszcza idące tuż za mną (również do telefonu), 4. ostre, wysokie dźwięki: telefony, gwizdki, alarmy, 5. bycie w ciągłym kontakcie z ludźmi, 6. kakofonia, czyli dźwięki nakładające się na siebie, 7. przebywanie w grupie ludzi, 8. migające obrazy, kolory, światła, 9. galerie handlowe, 10. masowe imprezy.

Przehyba 1

Jak łatwo można z tej listy wyczytać, są tu dwie kategorie przeciążenia sensorycznego: wynikające z nadwrażliwości na bodźce typu dźwięki, zapachy, światło, dotyk, temperatura oraz przeciążenie kontaktem z ludźmi. Zadbanie o siebie w pierwszym przypadku wydaje się dość proste: należy unikać sytuacji, w których wystąpi ekspozycja na bodźce. Cóż, np. w dużym mieście nie jest to takie łatwe. Nie jest to proste również wtedy, kiedy chcesz uczestniczyć w różnych eventach, choćby w demonstracjach czy koncertach. Przyjęłam więc taką zasadę, że staram się unikać kumulowania sytuacji, w których jestem narażona na przebodźcowanie. Jeśli więc idę na manifę, to impreza pomanifowa tego samego dnia z reguły odpada. Jeśli decyduję się na koncert, to nie umawiam się, że pójdę tam z grupą znajomych (zazwyczaj chodzę z jedną osobą lub sama). Wiadomo, że moje funkcjonowanie społeczne na tym cierpi, ale wierzcie mi, shutdown i wracanie po nim do życia kosztują więcej. I tak jestem szczęściarą, że nie dostaję natychmiastowego ataku paniki w tłumie i że czuję zbliżający się kryzys oraz jestem w stanie wtedy zareagować (czyli natychmiast wyjść z zagrażającej sytuacji).

Znacznie trudniejszym dla mnie wyzwaniem jest pozostawanie w ciągłym kontakcie z ludźmi przez dłuższy czas. Przy czym „dłuższy czas” jest pojęciem względnym i różni się w zależności od tego, jakie są okoliczności tego kontaktu i w jakiej jestem formie. To może być kilka dni, kiedy np. jestem na służbowym wyjeździe albo ktoś do mnie przyjeżdża. Ale to może być też kilka godzin, jeśli kontakt jest intensywny i wymaga ode mnie wielu interakcji i publicznego wypowiadania się (np. konferencja czy warsztat). Z rozmów z innymi osobami w spektrum wiem, że przeciążenie kontaktem z ludźmi jest jedną z największą barier w ich życiu zawodowym albo okolicznością skutecznie powstrzymującą przed posiadaniem pracy. Co można zrobić w takiej sytuacji?

Oczywiście nigdy z własnej woli nie wybieram grupowych wyjazdów. Na propozycje spędzenia wakacji z więcej niż jedną osobą zawsze odpowiadałam, że nie umiem odpoczywać w grupie. Prawda jest taka, że nie chodzi w tym o nieumiejętność odpoczywania wśród ludzi, ale o totalne, fizyczne i psychiczne wyczerpanie, które występuje wskutek wysiłku związanego z reagowaniem na ciągłą ludzką obecność. Czasem po kilku godzinach spędzania z kimś czasu mówię: „przepraszam, muszę się odizolować” i idę siedzieć sama. Wiem, że wygląda to dziwnie i kiedyś strasznie się tym przejmowałam. Ale od kiedy jestem świadoma, z czego wynika moja potrzeba izolacji, mam gdzieś, co ludzie myślą. Ogromnie podziwiam osoby z ASD pracujące codziennie z innymi ludźmi. Osobom, które dopiero zamierzają podjąć pracę, powiedziałabym, że bezpieczniejsza jest praca z domu albo jakiś rodzaj połączenia pracy z ludźmi (np. dwa–trzy razy w tygodniu) ze zleceniami, które można wykonywać na odległość. Najgorsze, co możecie dla siebie zrobić (z mojej perspektywy), to ciągła ekspozycja na korporacyjne warunki: praca we wspólnej przestrzeni, sztuczne światło, hałas, klimatyzacja.

A co takiego Was przebodźcowuje najbardziej i jak sobie z tym radzicie?

Dlaczego telefony to zuo

Jest to temat trudny, a dla czynnej zawodowo osoby, jaką jestem, może być również wstydliwy. Otóż zazwyczaj nie odbieram telefonów – z numerów, których nie ma na mojej liście kontaktów, czyli większości służbowych. Pozostałych zazwyczaj nie odbieram od razu: oddzwaniam (lub nie) albo czekam na ponowny telefon. Unikam również dzwonienia, a wszystkie sprawy załatwiam elektronicznie, jeśli tylko się da. Prywatnie w sposób komfortowy jestem w stanie rozmawiać przez telefon z czterema osobami, z czego dwie to moja mama i siostra. W dodatku nie znam żadnej innej autystycznej osoby, która lubiłaby rozmowy przez telefon. O co w tym chodzi? Nie jest to dla mnie do końca zrozumiałe, ale kilka czynników na pewno (w moim przypadku) ma wpływ na tę nieprzepartą niechęć:

  1. Potrzebuję czasu, żeby przygotować się na interakcję z drugim człowiekiem. Dzwoniący telefon nieodmiennie zaskakuje mnie w nieprzyjemny sposób i uruchamia lęk przed kontaktem. Jeśli osoba mnie uprzedzi, że zamierza zadzwonić i wiem, że to właśnie ona, zazwyczaj nie mam problemu z odebraniem telefonu. Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego nienawidzę też dzwonić.
  2. Przez telefon nie jestem w stanie rozpoznać intencji i emocji osoby. Dużo lepiej mi to wychodzi, kiedy kogoś widzę, aczkolwiek z tym, nie ukrywajmy, również mam kłopot. Mało tego, przez telefon nie jestem w stanie rozpoznać osoby! Ostatnio nieodwołalnie zmieniłam salon fryzjerski na taki, gdzie mogę umówić się przez internet, bo przy okazji każdego telefonu do fryzjerki, tej samej od trzech lat, wychodziłam na idiotkę i mówiłam do niej, jakbym rozmawiała z nią pierwszy raz w życiu. O tym, jak bardzo było to doskwierające, świadczy fakt, że zdecydowałam się na zmianę osoby, chociaż to też ciężko znoszę.
  3. Nie wiem, co mówić. Tu znów występuje problem braku czasu na reakcję, a cisza w telefonie jest bardziej krępująca niż w rozmowie twarzą w twarz („jesteś tam?” – najczęstsza kierowana do mnie fraza przez telefon). Znośnie jest tylko wtedy, gdy ktoś dzwoni z bardzo konkretną sprawą – z tym nie mam problemu. Ale już pytanie „co u Ciebie?” wywołuje we mnie panikę.
  4. Kiedy już rozmawiam przez telefon, bardzo łatwo o nieporozumienia. Po części jest to zasługa tego, że (podobno) mówię nieodpowiednim tonem. Niestety nie jestem w stanie tego rozpoznać, więc negocjacje ze mną są trudne. Ponieważ sama również nie czytam dobrze tego, czy osoba dąży do konfrontacji, czy jest przyjaźnie nastawiona, z takich rozmów może wyjść komedia pomyłek.
  5. Porozumiewanie się z osobami ustnie wiąże się dla mnie z większym wysiłkiem poznawczym niż w przypadku pisemnej komunikacji. Komunikat ustny przetwarzam dłużej niż pisemny, często nie jestem w stanie zapamiętać słuchanej przeze mnie instrukcji czy innych informacji, mimo że pamięć mam świetną. Na mówienie zużywam dużo więcej energii niż na pisanie.

I jest jeszcze skype. To jest dopiero horror! Te wszystkie telekonferencje i grupowe rozmowy, kiedy nie tylko nie wiadomo, kiedy się odezwać, ale trudno się też połapać w tym, co się dzieje, kto i co akurat mówi i czy trzeba się jakoś do tego odnieść.

telefon

W tym wszystkim mam jednak sporo szczęścia. Pracę, która nie wymaga dzwonienia i wyrozumiałe współpracowniczki, które odbiorą zignorowany przeze mnie telefon. Czasem zdarzają mi się też dobre dni (zazwyczaj kiedy jestem w świetnym nastroju i „rozruszana” jakimiś udanymi kontaktami społecznymi), kiedy dzwonię i odbieram, i chyba nawet jestem w kontakcie. Ale to, co naprawdę uważam za sukces, to fakt, że po diagnozie zaczęłam po prostu komunikować ludziom, że preferuję kontakt mailowy. Kiedyś uważałam to za obciach i powód do nieustannego samobiczowania, teraz kiedy widzę następną wiadomość treści: „najłatwiej będzie to omówić przez telefon”, myślę sobie: „haha, może dla ciebie” i proszę o maila.

ZAwodowe ZAprzyjaźnianie się. Dlaczego warto?

Droga niepracująca Aspergirl, jeśli zastanawiasz się nad udziałem w moim projekcie, ale potrzebujesz więcej informacji, napisz do mnie! Tymczasem podpowiadam, dlaczego warto się zgłosić.

  • Dostaniesz na pięć miesięcy swoją osobistą mentorkę – kobietę z zespołem Aspergera, która pracuje i w dodatku robi to, co lubi.
  • Rozpoznasz swoje zawodowe mocne strony i nauczysz się je prezentować.
  • Przygotujesz się do rozmów kwalifikacyjnych i całego procesu rekrutacyjnego.
  • Dowiesz się, jak radzić sobie z różnymi wyzwaniami w miejscu pracy.
  • Wspólnie z mentorką poszukasz pracy, która naprawdę Cię interesuje.
  • Kto wie, może nawet się zaprzyjaźnisz 🙂

Twoją mentorką będzie osoba o podobnych zainteresowaniach do Twoich, pracująca w interesującym Cię zawodzie lub branży i mieszkająca blisko Ciebie.

Czekają na Ciebie mentorki z doświadczeniem m.in. w takich zawodach/branżach: IT, pedagogika, działalność społeczna, administracja, biologia, redakcja i korekta, nauczanie akademickie, historia sztuki, publicystyka.

Jeśli jesteś dziewczyną z zespołem Aspergera, masz 18–29 lat i chcesz podjąć pracę, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać albo nie wierzysz, że możesz ją otrzymać – zgłoś się do ZAwodowego ZAprzyjaźniania się. Wypełnij formularz zgłoszeniowy i prześlij go do 10 listopada na mój adres: furgalek@gmail.com. Możesz też wysłać go przez Messengera do Dziewczyna w spektrum.

 

THUB_wzór_belka_logotypy_projekt_innowacyjny

Projekt innowacyjny „Zawodowe Zaprzyjaźnianie się” realizowany jest w ramach projektu grantowego „TransferHUB generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej”, www.transferhub.pl.   

ZAwodowe ZAprzyjaźnianie się – zgłoś się!

Nadeszła chwila, w której bardzo serdecznie chcę zaprosić Was, niepracujące dziewczyny z zespołem Aspergera, do udziału w moim projekcie.

Jeśli jesteś w wieku 18–29 lat i chcesz podjąć pracę, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać albo nie wierzysz, że możesz ją otrzymać – zgłoś się do ZAwodowego ZAprzyjaźniania się! Przez pięć miesięcy, od stycznia do maja 2018 roku, będziesz dostawać wsparcie i merytoryczne przygotowanie do podjęcia pracy od podobnej do Ciebie osoby – kobiety z zespołem Aspergera, która pracuje, robi to, co lubi i wie, jak to osiągnąć. Co więcej, będzie to osoba o podobnych zainteresowaniach do Twoich, pracująca w interesującym Cię zawodzie lub branży i mieszkająca blisko Ciebie, możliwe więc, że oprócz pracy zyskasz wartościową relację.

Wypełnij formularz zgłoszeniowy i prześlij go do 10 listopada na mój adres: furgalek@gmail.com. Możesz też wysłać go przez Messengera do Dziewczyny w spektrum. Jeśli masz pytania lub wątpliwości, napisz do mnie, na pewno na nie odpowiem.

 

THUB_wzór_belka_logotypy_projekt_innowacyjny

Projekt innowacyjny „Zawodowe Zaprzyjaźnianie się” realizowany jest w ramach projektu grantowego „TransferHUB generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej”, www.transferhub.pl.  

ZAwodowe ZAprzyjaźnianie się. Chcesz się ZAangażować?

Czas na sprawdzenie mojego pomysłu na wsparcie dla niepracujących dziewczyn z ZA w wieku 18–29 lat. Pomysł otrzymał grant w programie „TransferHUB – generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej”, ale tak naprawdę dopiero teraz okaże się, ile jest wart 🙂

O co w tym chodzi? Otóż świetnie wiem, jak ciężko jest dziewczynom z ZA na rynku pracy. Oprócz trudności w kontaktach z ludźmi i nadwrażliwości sensorycznej (oraz takich „drobiazgów” jak płeć czy miejsce zamieszkania) zdobycie pracy utrudnia lęk i niska samoocena (i jeszcze te nieszczęsne rozmowy kwalifikacyjne, na których trzeba umieć opowiedzieć o swoich mocnych stronach, uśmiechać się, utrzymywać kontakt wzrokowy i być ładnie, najlepiej „kobieco” ubraną). Potwierdzają to wyniki ankiety „Aspergirls w pracy”, w której pytałam m.in. o to, co mogłoby pomóc dziewczynom z ZA zdobyć wymarzoną pracę. Aż 37,5% ankietowanych odpowiedziało „Wystarczyłoby, gdybym miała więcej pewności siebie”. Wiem też, jak ważna jest dla dziewczyn z ZA – wobec braku lub śladowego życia towarzyskiego – praca i samorealizacja w tym obszarze. Nie chodzi o jakąkolwiek pracę. Prawie 60% dziewczyn na pytanie o stosunek do pracy odpowiedziało: „Chcę pracować, ale nie wyobrażam sobie, że będę w pracy robić coś, czego nie lubię”. Społeczne skutki niepodejmowania pracy przez dziewczyny z ZA są ogromne: oprócz depresji i innych problemów zdrowotnych, występują znaczące koszty psychologiczne dla dziewczyn z ZA oraz ich rodzin; dziewczyny z ZA wycofują się z życia zawodowego i społecznego, marnują swoje olbrzymie talenty; pracodawcy nie dowiadują się o potrzebach osób z ZA, jeśli nie szukają one pracy; natomiast praktyki społeczne na rynku pracy (takie jak obciążająca szczególnie dla Aspergirls rozmowa kwalifikacyjna) nie zmieniają się.

Moim zdaniem, kluczowe jest wzmocnienie dziewczyn z ZA poprzez wsparcie ze strony kobiet z ZA, które borykają się z podobnymi barierami i mają podobne doświadczenia, ale z sukcesem funkcjonują na rynku pracy. Moja metoda powstała z połączenia mentoringu i befriendingu. Polega na nawiązaniu i utrzymaniu przez niepracującą Aspergirl relacji z odnoszącą sukcesy zawodowe kobietą z ZA. Relacja ta będzie dla niepracującej dziewczyny z ZA wzmacniająca osobiście i przygotowująca merytorycznie do starania się o pracę.

Jeśli jesteś pracującą kobietą z ZA (z doświadczeniem powyżej 2 lat na rynku pracy), robisz zawodowo to, co lubisz i uważasz, że da się to zrobić, a przy tym chętnie wesprzesz niepracującą Aspergirl, zgłoś się do mnie: furgalek@gmail.com. Możemy razem coś zmienić, choćby dla jednej osoby.

logo_transfer

Projekt innowacyjny „Zawodowe Zaprzyjaźnianie się” realizowany jest w ramach projektu grantowego „TransferHUB generowanie, wsparcie grantowe i inkubacja innowacji społecznych. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej”, www.transferhub.pl