Premiera strony ZAwodowego ZAprzyjaźniania

Praca nad ZAwodowym ZAprzyjaźnianiem trwała dwa lata. W maju 2017 zgłosiłam do Transfer HUB – inkubator innowacji społecznych pomysł o roboczym tytule „Mentoring dla Aspergirls”. Prototypowanie i testowanie innowacji trwało 9 miesięcy, następnie testowanie zostało zewaluowane przez Pracownię Badań i Innowacji Społecznych STOCZNIA i wybrane do skalowania.

Wyniki testowania i ewaluacji nie pozostawiają wątpliwości – to rozwiązanie działa! Model ZAwodowego ZAprzyjaźniania był konsultowany i recenzowany zewnętrznie (m.in. dzięki doradztwu oferowanemu przez PwC Polska), uwzględniono w nim wnioski z testowania. Od dziś jest dostępny na stronie ZAwodowego ZAprzyjaźniania, można z niego korzystać, wdrażać w swojej firmie, inspirować się.

Model jest do pobrania pod adresem: http://zawodowezaprzyjaznianie.pl/pobierz-model-zawodowe-zaprzyjaznianie/.

Cały ten proces oraz przygotowanie i uruchomienie strony ZAwodowego ZAprzyjaźniania, która ma dzisiaj swoją premierę, było możliwe dzięki wsparciu inkubatora innowacji społecznych TransferHUB prowadzonego przez Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Jestem Wam niewymownie wdzięczna za zaufanie i wzmacnianie mnie na każdym kroku!

To oczywiście dopiero początek. Szukam środków na prowadzenie ZAwodowego ZAprzyjaźniania w trybie ciągłym. Jeśli znacie inwestorów, którzy chcieliby wspierać niepracujące dziewczyny z zespołem Aspergera, podeślijcie im, proszę, link do strony: http://zawodowezaprzyjaznianie.pl/.

model_okladka

Reklamy

O kobiecym spektrum

Zaczęłam pisać ten blog dwa lata temu z założeniem, że będę pokazywać, jak na moje życie wpływają różne części mojej tożsamości: przede wszystkim płeć i zespół Aspergera, ale też “inne drobiazgi” typu orientacja seksualna, stan zdrowia, status ekonomiczny, wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie. Wszystkie te czynniki (oraz inne) wpływają na to, kim jestem i jak sobie radzę w życiu. Choćbym była najbardziej aspołeczną osobą pod słońcem, żyję w społeczeństwie, które wyznacza normy, ocenia, przypisuje znaczenie, nadaje status. Innymi słowy, nawet jeśli masz gdzieś normy społeczne, normy społeczne nie mają gdzieś ciebie i będą pokazywać ci miejsce w szeregu przez całe twoje życie.

Spektrum autyzmu nie wyłącza wpływu innych czynników na życie. A jednak mam takie wrażenie, kiedy czytam badania i artykuły na temat osób w spektrum autyzmu. Składamy się w nich z zaburzeń integracji sensorycznej, deficytów w wielu obszarach życia i opóźnień rozwojowych. Nie mamy płci i wieku, czyli czynników, które u osób o typowym rozwoju znacząco różnicują doświadczenia. Dlaczego nie miałyby ich różnicować u autystycznych osób?

Pisząc o tym, że płeć ma znaczenie, mam na myśli normy społeczne dotyczące płci. Nie da się rozmawiać o różnicach biologicznych, neurologicznych i behawioralnych między kobietami a mężczyznami bez uwzględnienia kontekstu społeczno-kulturowego, ponieważ wszystkie różnice między ludźmi są społecznie interpretowane. Normy społeczne dotyczące płci kształtują różne oczekiwania wobec dziewczynek i chłopców, przekazywane w procesie socjalizacji do roli płci. Oczekiwania te dotyczą właściwie każdej sfery życia: zainteresowań, emocji, zachowań, wyglądu zewnętrznego, relacji i komunikacji. Wśród nich, jak widać, są obszary kluczowe dla diagnozowania spektrum autyzmu.

Jednak na diagnozie się nie kończy. Na przykład norma społeczna, która każe kobietom ukrywać złość, a mężczyznom ukrywać smutek, ma ogromny wpływ na zdrowie osób obydwu płci. Tylko kiedy nie bierze się pod uwagę norm społecznych dotyczących płci, możliwe są takie “niekwestionowane fakty” jak: “autyzm występuje cztery razy częściej u mężczyzn niż u kobiet” (wiemy tyle, że jest częściej diagnozowany), albo “kobiety częściej chorują na depresję” (wiemy tyle, że częściej trafiają do psychiatrów).

Kobietom w spektrum autyzmu jeszcze trudniej jest wypełniać oczekiwania kierowane do nich ze względu na płeć niż kobietom o typowym rozwoju. Badania pokazują, że autystyczne dziewczynki lepiej od chłopców odczytują te oczekiwania i są bardziej zdeterminowane, żeby na nie odpowiadać, ale bardzo dużo je to kosztuje. To się nie kończy w dorosłym życiu. Mamy podobne do neurotypowych kobiet doświadczenia, ponieważ żyjemy w tym samym społeczeństwie, tylko bardzo często dotykają nas mocniej.

1. Doświadczenie przemocy, w tym przemocy seksualnej.

To bardzo częste doświadczenie kobiet, niezależnie od modelu rozwoju. Jednak kobiety w spektrum autyzmu są na przemoc i nadużycia narażone jeszcze bardziej od neurotypowych kobiet. Autystyczne dziewczyny później rozpoznają sytuacje zagrożenia albo nie rozpoznają ich wcale. Często mamy dość duży poziom łatwowierności i naiwności społecznej, który sprzyja osobom naruszającym nasze granice i stosującym przemoc. Nie ma jednak żadnego programu, który odpowiadałby na ten problem, żadnej metody wsparcia dla kobiet w spektrum doświadczających przemocy. Marzy mi się WenDo dla dziewczyn w spektrum, ale ze względu na potrzeby sensoryczne ta metoda musiałaby zostać dostosowana.

2. Poczucie bycia niesłyszaną/nieważną.

Żyjemy w społeczeństwie, które nie traktuje kobiet poważnie. Kobiety (w szczególności niepełnosprawne/z niepełnosprawnościami) opowiadające o swoich doświadczeniach są często infantylizowane, oskarżane o konfabulację, przesadę lub histerię. Kobietom, które doświadczyły przemocy seksualnej i miały odwagę o niej opowiedzieć, z zasady się nie wierzy, a potem żyją z piętnem, są izolowane i obwinianie za to, co się wydarzyło. I znów – tak jest od dzieciństwa. Dziewczynkom w spektrum, które nie chcą chodzić do szkoły, bawić się z rówieśnikami, skarżą się, że coś je boli, unikają jedzenia i ubiorów, które wymuszają na nich dorośli, przypisuje się słabość, nieśmiałość, lenistwo, przewrażliwienie. Dziewczyny rosną w poczuciu niezrozumienia, osamotnienia i coraz większej nienawiści do siebie, ponieważ nie są w stanie odpowiedzieć na oczekiwania wobec nich. Kiedy wreszcie, w dorosłym życiu, trafiają na trop spektrum autyzmu, często ich doświadczenia są deprecjonowane, a one same odsyłane przez specjalistów. Ze smutkiem stwierdzam, że również osobom w spektrum autyzmu zdarza się podważanie diagnoz kobiet.

3. Perfekcjonizm, problemy z regulacją złości, potrzeba kontroli, wstyd – pod tym również podpisze się wiele neurotypowych kobiet. Mamy podobnie, tylko jeszcze bardziej. Dodajcie do tego: częstą depresję, wysoki poziom lęku, uzależnienia, obciążenie opieką nad osobami zależnymi, obciążenie obowiązkami domowymi i problemy w dostępie do zatrudnienia, opieki zdrowotnej i pomocy społecznej, a zacznie się powoli wyłaniać sytuacja społeczna kobiet w spektrum autyzmu. Sytuacja, która wymaga dokładnego zbadania, z uwzględnieniem płci, niepełnosprawności i innych wpływających na życie czynników, aby można było obmyślić konkretne propozycje wsparcia.

Takich wątków, związanych z doświadczeniami kobiet w spektrum autyzmu, specyficznymi ze względu na płeć, jest dużo więcej. Potrzebujemy badań i programów, które będą je uwzględniać.

Póki co, osoby zainteresowane pogłębieniem tych wątków, podzieleniem się swoimi doświadczeniami i dyskusją, zapraszam na mój warsztat “Dziewczyny w spektrum autyzmu. Doświadczenia i wyzwania”.

dziewczyny_fb

O relacjach

Ukazały się właśnie wyniki badań na temat relacji i związków dorosłych kobiet w spektrum autyzmu. Okazało się, że doświadczenia autystycznych kobiet są podobne do neurotypowych: relacje są dla nas ważne, zawieramy przyjaźnie i wchodzimy w związki, które długością i jakością nie różnią się od związków neurotypowych kobiet. Szok i niedowierzanie! Badania rewidują założenia, które uczyniono odnośnie wszystkich osób w spektrum autyzmu na podstawie obserwacji chłopców. Do tej pory sądzono, że przyjaźnie autystycznych osób różnią się od neurotypowych i polegają na wspólnych aktywnościach, a nie bliskości emocjonalnej.

Różnice tkwią w szczegółach:

  1. kobiety w spektrum autyzmu mają zazwyczaj mniej bliskich przyjaciół/ek od neurotypowych kobiet, ale ich bliskie relacje są intensywniejsze,
  2. intensywność, w tym potrzeba ciągłego kontaktu ze strony kobiety w spektrum autyzmu, jest czasem przyczyną zakończenia relacji przez jej bliską osobę,
  3. autystyczne kobiety zazwyczaj nie socjalizują się w grupach, nie mają dużej sieci znajomych,
  4. partner/ka kobiety w spektrum autyzmu jest dla niej nie tylko najbliższą i najbezpieczniejszą relacją (czasem jedyną bliską), ale również pośrednikiem/czką w kontaktach ze światem,
  5. autystycznym kobietom trudniej jest odczytywać intencje i emocje przyjaciół/ek, dlatego w sytuacji konfliktu lub nieporozumień często wycofują się z relacji,
  6. z tego samego względu autystyczne kobiety są bardziej narażone na nadużycia emocjonalne i przemoc w bliskich relacjach,
  7. z wiekiem zwiększa się u kobiet w spektrum autyzmu zadowolenie z bliskich relacji, co ma związek z większą samoświadomością i lepszym rozumieniem innych ludzi. 

     

    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    Muszę przyznać, że wyniki tych badań są w dużej mierze zbieżne z moimi doświadczeniami. Mam jedynie kilka bliskich osób. Poza partnerką moją najbliższą przyjaciółką jest moja była partnerka. Nie lubię grupowych spotkań towarzyskich ani komunikacji w grupie (przez internet też nie), nie mam sieci znajomych, z którymi pozostawałabym w stałym kontakcie. Trudno jest mi utrzymywać długoterminowe przyjaźnie, a nawet rozstrzygać, czy relacja jest przyjaźnią, czy nie. Jeśli jestem z kimś w relacji od wielu lat, to głównie zasługa tej drugiej osoby, ponieważ rzadko kiedy odzywam się z własnej inicjatywy. Nie interesują mnie „lekkie” relacje, w których osoby głównie wymieniają się tym, co się u nich wydarzyło i spędzają razem czas (tak je sobie wyobrażam). Tak naprawdę poza tymi kilkoma najważniejszymi relacje z ludźmi niezbyt mnie pochłaniają. Z jednym wyjątkiem.

    Osobną kategorią moich relacji są zachwyty. Osobność wynika głównie z intensywności relacji i związanych z nią emocji, którą trudno mi przyporządkować do przyjaźni. U podstaw zachwytu leży zwykle przeczucie lub przekonanie, że spotkałam osobę, która rozumie mnie lepiej niż inni, „widzi” mnie. Występuje niespotykana łatwość w kontakcie i emocjonalna bliskość osiągana bez wysiłku – w przeciwieństwie do innych relacji. Kiedy osoba mnie fascynuje, interesuję się nią aż za bardzo. Odzywam się często, chcę dzielić się z nią nie tylko moimi emocjami, ale wszystkim, co dla mnie ważne – książkami, muzyką, zdjęciami, nowymi nabytkami w moich kolekcjach. Kontakt z osobą, która mnie zachwyca, sprawia, że mam życiowy napęd, łatwiej mi z innymi ludźmi, bardziej w siebie wierzę i więcej mi się chce. Fascynacje mogą mieć oczywiście różny wymiar, natomiast u mnie te wymiary się mieszają albo może po prostu słabo je rozróżniam. Najczęściej występuje chyba mix fascynacji intelektualnej i erotycznej, chociaż czasem trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. Jednocześnie z zachwytem odczuwam lęk, że naruszam granice, że osoba zniknie, tak jak w punkcie 2. Czasem znika, a czasem relacja kończy się, tak jak wszystkie inne. O bliskich relacjach myślę w ten sposób, że mogą trwać krótszy lub dłuższy moment, bo tylko przez moment jestem w stanie prawdziwie spotkać się z drugim człowiekiem, w taki sposób, żeby się nawzajem wspierać, inspirować, poznać, być dla kogoś tak ważna, jak ten ktoś jest dla mnie. To i tak dla mnie cud, że takie spotkania się wydarzają. Im jestem starsza, tym mocniejsze mam przekonanie, że to najbardziej niezwykła rzecz pod słońcem.

    O związkach będzie osobny post 🙂

O (złym) wyglądzie

Społeczeństwo ma potrzebę wiedzieć, kto jest kim. Inny powinien być rozpoznawalny, żeby było wiadomo, kto należy do naszej grupy, a kto nie. Poczucie przynależności do grupy jest jedną z ważniejszych potrzeb społecznych, a kategoryzacja ludzi jest niezbędna do tego, żeby możliwe było precyzyjne określenie „swoich” i „innych”. Tak w wielkim skrócie można ująć to, jak psychologia społeczna tłumaczy, do czego potrzebne są nam różne tożsamości grupowe.

Tylko jak rozpoznać „innych”, kiedy inności nie widać? Ludzie potrzebują dowodów 🙂 To dlatego niektóre osoby pozwalają sobie na komentarze, że „nie wyglądam”, kiedy mówię, że jestem osobą w spektrum autyzmu. „Wyglądać na” można tylko wtedy, kiedy wygląd i zachowanie jest zgodne ze stereotypowym obrazem, który osoba obserwująca ma w głowie. Doskonale wiem, że nie realizuję stereotypu autystycznej osoby. Niektórym dzięki temu otwierają się różne klapki w głowach. Niektórzy nigdy się nie nauczą, że spektrum autyzmu może różnie wyglądać. Ich problem.

Dziś jednak chcę Wam powiedzieć o innej sytuacji – takiej, kiedy wygląd nie buduje wiarygodności i nie potwierdza przynależności do grupy, ale staje się piętnem w sytuacji zagrożenia. W warunkach szacunku dla różnorodności jest neutralny, jest po prostu jedną z możliwych opcji, ale w warunkach przemocowych – stawia na celowniku. To sytuacja, którą znam od dzieciństwa i chociaż oswojona, ciągle budzi lęk. Ostatnio coraz większy. Mój wygląd nie jest zgodny ze stereotypem płci. Ale jest zgodny ze stereotypem lesbijki (strasznie bzdurne te stereotypy, prawda?). Od dzieciństwa doświadczam w związku z tym różnych reakcji, czasem zabawnych, czasem obraźliwych, czasem groźnych. Uśmiecham się do siebie i innych, kiedy osoby mówią do mnie (ciągle się to zdarza) „proszę pana”, a potem orientują się, że się pomyliły. Nie mam z tym żadnego kłopotu. Dużo niemilej się robi, kiedy ludzie zaczynają rzucać w moim kierunku „lesbami” i wiem, że powinnam to czytać jako obelgę (czołówka polskich wyzwisk to określenia homofobiczne). Zdarzyło mi się też usłyszeć, że wyglądam na „starą lesbę”, co mnie jednak zdziwiło, bo uważam, że wyglądam bardzo młodo 😀 („wyglądanie na” młodszą lub starszą osobę to następny element społecznej oceny). Ostatnio coraz częściej myślę o tym, że mam „zły wygląd” i ta analogia niestety nie wydaje mi się przesadzona. Nie mam wątpliwości, że nagonka władzy na osoby LGBT zaowocuje jeszcze większą i bardziej otwartą przemocą i jeszcze większą nienawiścią. Wiele razy doświadczyłam już w dorosłym życiu agresji słownej, kilka razy fizycznej. Teraz boję się, że znacznie więcej zachęconych przez władze i media „patriotów” poczuje misję, żeby się wykazać, atakując osoby LGBT. Boję się, że młodym osobom będzie jeszcze trudniej się ujawniać, a ich heteroseksualni koledzy i koleżanki – również ze strachu – rzadziej będą otwarcie ich wspierać.

Cóż to wszystko ma wspólnego ze spektrum autyzmu? Poza tym, że jestem lesbijką z ZA, całkiem sporo. Osób LGBT w autystycznej społeczności jest znacznie więcej niż wśród neurotypowych, a przynajmniej dużo więcej osób tak się identyfikuje. Dziewczyny w spektrum autyzmu, niezależnie od orientacji seksualnej, często mają niestereotypowy płciowo wygląd, typ „chłopczycy” jest uważany za jeden z częstych profili autystycznych dziewcząt. Poza tym wiele osób w spektrum autyzmu – znów dużo częściej niż neurotypowe – identyfikuje się jako osoby niebinarne. Nie jest to więc nisza ani margines. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że homofobia zabija nie tylko osoby LGBT. Wystarczy „wyglądać na”. 14-letni Dominik z Bieżunia był prześladowany nie dlatego, że był ujawnionym gejem, tylko dlatego, że był uważany za geja (na podstawie wyglądu i ubioru). Pamiętajcie, proszę, że to nie tylko nasza – osób LGBT – sprawa. I jeśli znacie jakąś osobę LGBT, okażcie jej wsparcie, ponieważ teraz potrzebujemy go jeszcze bardziej niż zwykle.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stimy vs. autoagresja

Podobnie jak na ilustracji poniżej, idzie mi z wdrażaniem postanowienia „więcej machania łapami, mniej autoagresji”.

creative_ideas
Fot. ze strony Creative Ideas na Facebooku.

Ponieważ nauczono mnie, że nie wolno zwracać na siebie uwagi, dawno temu odcięłam zachowania, których potrzebowałam: bujanie się, ruszanie kończynami, a nawet pstrykanie długopisem – podobno nieskończenie irytujące. Z tego wszystkiego przetrwało tylko łażenie w tę i z powrotem, które praktykuję zarówno w chwilach napięcia, jak i ekscytacji.

Zastępczo nabyłam inne sposoby rozładowywania napięcia i „relaksacji”, ponieważ jeśli zabronisz dziecku w spektrum stimować, zapewne nauczy się robić sobie (ewentualnie innym) krzywdę. Moje „zastępcze stimy”, niewidoczne dla otoczenia, to głównie dwie rzeczy: gryzienie dziąseł do krwi oraz uporczywe rozdrapywanie ran i wszystkich zmian skórnych, które się do tego nadają. To nie są szczególnie groźne dla zdrowia zachowania, ale do nieszkodliwych też nie należą.

Od jakiegoś czasu pozwalam sobie publicznie na kołysanie się i ruszanie kończynami. I oczywiście dostaję pytania: „zimno ci?”, „wszystko ok?”, „denerwujesz się?”. Noż kurde! Jasne, że się denerwuję! Denerwuję się, kiedy tylko wychodzę z domu! Wy się nie denerwujecie? 😀

Myślę o tym, ile osób sprawuje kontrolę społeczną nad innymi i jak to działa, kiedy tylko ośmielasz się ujawnić nawet najbardziej niewinne, ale jednak „nienormatywne” zachowanie, zamiast robić to, czego potrzebujesz „w domu po kryjomu”. Chciałabym, żeby ludzie częściej zastanawiali się nad tym, czy naprawdę przeszkadza im, że ktoś macha nogą albo trzepocze rękami. Póki co, nadal łatwiej mi wrócić do moich autodestrukcyjnych przyzwyczajeń niż za każdym razem się tłumaczyć. Ale będę walczyć.

O złości

W szczycie depresyjnego sezonu postanowiłam napisać o złości. Wbrew pozorom związek występuje, tak jak występuje z byciem w spektrum autyzmu i płcią, o czym za chwilę. W każdym razie, chociaż uchodzę za spokojną i opanowaną osobę („siła spokoju” – wielokrotnie słyszałam w młodości), mam problem z regulowaniem i wyrażaniem złości. Przyznaję to niechętnie, jeśli się to zdarza, zazwyczaj mówię „mam anger issue”, tak jakby użycie angielskiego terminu miało złagodzić przekaz.

Może to dlatego, że złość jest uważana za negatywną emocję i społecznie potępiana. Nie wolno się złościć! Zwłaszcza dziewczynkom: „młodej damie złość nie przystoi”, „robisz się brzydka, kiedy się złościsz” itd. Starsze są już tylko histeryczkami i wariatkami. Samo odczuwanie złości jest niefajne, a już kiedy ją wyrażasz – najwyraźniej coś z tobą nie tak, nie potrafisz kontrolować emocji, nie jesteś dojrzałą osobą, tracisz panowanie nad sobą itp. Tymczasem złość wyrażać warto i należy, w przeciwnym wypadku robimy sobie kuku i nasze zdrowie psychiczne prędzej czy później wyrówna rachunki.

Jestem doskonałym przykładem tego, że niewyrażanie emocji źle robi na głowę. Od dzieciństwa dostawałam przekazy, że złość jest zła, niegrzeczna, nie wypada, nie robi się tego rodzicom, nie robi się tego w szkole, nie wolno i koniec. W związku z tym zamroziłam moją złość. Przestałam wyrażać również inne emocje, bo tak to działa. Do tej pory mam blokadę na spontaniczną radość. Oraz tysiąc innych blokad w celu niepowodowania dyskomfortu u innych osób: swoim zachowaniem, swoimi gestami, swoją ekspresją. To jest jedna z rzeczy, które u dziewczyn opóźniają diagnozę. U chłopców często uwagę przyciągają właśnie napady złości, czasem agresywne zachowania. Dziewczyny częściej ukrywają swoje emocje i wolą się nie wyróżniać, w związku z czym nikt ich nie zauważa. Ale emocje oczywiście mają, osoby w spektrum autyzmu bez względu na płeć odczuwają intensywne emocje. Ciężko je rozpoznawać i regulować, a kiedy jeszcze nie wolno ich okazywać, rośnie tykająca bomba. Nic dziwnego, że tyle dziewczyn w spektrum w którymś momencie swojego życia chce się zabić. Nic dziwnego, że napady złości towarzyszą tak wielu kobietom w spektrum autyzmu w dorosłym życiu.

Jednak złość to niesamowicie ważna emocja. To dzięki niej komunikuję, że moje granice są naruszane (np. poprzez szantaże emocjonalne, bierną agresję, manipulacje, niesprawiedliwe oskarżenia, czepialskie uwagi, niedotrzymywanie umów i terminów). Złość pojawia się też w sytuacjach, które mnie przytłaczają: kiedy ktoś oczekuje, że zajmę się czymś, w momencie kiedy robię coś innego (albo mówi do mnie, kiedy pracuję), kiedy dostaję spontaniczne propozycje, które rujnują mój plan dnia, kiedy atakują mnie bodźce, zwłaszcza kiedy ludzie aktywnie wytwarzają hałas, i w wielu innych. Jako dorosła osoba również zazwyczaj dostaję bęcki, kiedy tylko zaczynam się otwarcie złościć, ale nabyłam już trochę odporności na odwracanie kota ogonem. Moje relacje z osobami, które twierdzą, że to moja złość jest problemem, a nie to, że naruszają moje granice, zwykle nie trwają długo. Jestem przekonana, że u kobiet w spektrum autyzmu rozpoznawanie i wyrażanie złości jest jeszcze ważniejsze niż u osób neurotypowych, ponieważ my częściej mamy problem z granicami i częściej jesteśmy podatne na manipulacje. Sztuka polega na tym, żeby złość wyrażać w sposób adekwatny do sytuacji, nie tłumić jej i nie kumulować. Kontrolowanie złości nie jest możliwe bez umiejętności zdrowego jej wyrażania.

Podsumujmy:

  1. Złość jest zwykłą ludzką emocją. To jest ok, żeby się złościć.
  2. Przekaz sprzedawany dziewczynkom, że złość jest zła i nie wolno jej wyrażać, blokuje u nich wyrażanie również innych emocji.
  3. Tłumienie złości prowadzi do biernej agresji i autoagresji.
  4. Złość to nie to samo co agresja. Agresja wiąże się z nieumiejętnością wyrażania złości (szczególnie bierna agresja).
  5. Warto poszukać swojego sposobu na regulowanie emocji.

Ponieważ moje napady złości są wyniszczające nie tylko dla moich bliskich osób, ale też dla mnie, w ramach zapobiegania im i regulowania emocji zakupiłam domowy zestaw bokserski 😀 Sprawdza się, polecam 🙂 A Wy jak radzicie sobie ze złością?

boks_fb

Jak radziłam sobie z nadmiarem społecznej ekspozycji

Rok 2018 był dla mnie przede wszystkim czasem przepełnionym sytuacjami społecznej ekspozycji. W związku ze służbowymi okolicznościami (stulecie praw wyborczych kobiet w Polsce) zaliczyłam chyba rekordową liczbę wystąpień publicznych. W najgorętszym miesiącu, czyli listopadzie, naliczyłam ich 14. Zazwyczaj przygotowanie się do „występu” zajmuje mi około tygodnia, odparowanie po nim – następny tydzień lub dwa. Trochę się to skomplikowało, kiedy czekały mnie np. trzy wystąpienia publiczne w tygodniu albo dwa tego samego dnia.

Konieczny jest tu przypis: mam za sobą wieloletni trening społeczny tej umiejętności. Skończyłam dwie szkoły trenerskie, kilka warsztatów wystąpień publicznych i autoprezentacji, jestem po terapii poznawczo-behawioralnej, na której pracowałam m.in. z lękiem społecznym. Od kilkunastu lat regularnie występuję publicznie w związku z moją pracą. To dlatego „dobrze sobie radzę” (oraz oczywiście dlatego, że komunikuję się werbalnie w stopniu, który pozwala na publiczne przemowy). Jednak moje doświadczenie i wyuczone techniki pozwalają mi jedynie skutecznie ukrywać lęk (kiedy jestem w gorszej formie, z tym też mam kłopot). Koszty nie zmniejszają się w wyniku treningu i doświadczenia. Kiedy mam średnio jedno wystąpienie w miesiącu, są przewidywalne i ogarnialne: bezsenność, napięcie, ból brzucha, przeciążenie. Kiedy jest ich więcej, pojawia się autoagresja i coraz słabiej powstrzymuję meltdowny. Potrzebuję bardzo dużo czasu, żeby dojść do siebie. Czasem myślę, że dokładnie tak samo „dobrze sobie radzę” z całym życiem. Ukrywam, że się boję. Ukrywam, że już nie chcę. Zamykam się w domu. Zamykam się w „swoim świecie”.

Być może różnica między mną a neurotypowymi osobami, które również nienawidzą wystąpień publicznych, jest właśnie taka, że u mnie trenowanie tej umiejętności poprawia jedynie wrażenie, jakie robię, nie zmienia natomiast tego, jak się czuję. Tak bywa z umiejętnościami społecznymi nabywanymi przez osoby w spektrum autyzmu w drodze treningu czy terapii behawioralnej – poprawianie ich zmniejsza dyskomfort u otoczenia, ale niekoniecznie u samej osoby (co oczywiście nie jest przeciwwskazaniem do nabywania kompetencji społecznych, ale warto znać koszt).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak więc przetrwałam nadmiar społecznej ekspozycji?

  1. Włączałam automat. To się świetnie sprawdzało, kiedy mówiłam o czymś po raz kolejny. O czymś, na czym dobrze się znam i co mnie interesuje. Na szczęście duża część tegorocznych występów dotyczyła tematu, którym zajmuję się od dawna i który jest moją pasją. O polskim ruchu emancypacyjnym mogłabym mówić obudzona w środku nocy. Znacznie słabiej radzę sobie w sytuacjach, kiedy mam mówić na temat, w którym nie czuję się pewnie (czyli nie wiem wszystkiego), a pytania mnie zaskakują. Pewnie dla większości osób to trudna sytuacja, ale sporo z nich potrafi poradzić sobie zmianą tematu, luźną interpretacją, humorem, słowotokiem. Moja sprawność werbalna wówczas drastycznie się obniża.
  2. Uspokajałam się, powtarzając wymyślone przeze mnie słowa. Nie, nie publicznie. W domu, najczęściej w nocy, bo spałam oczywiście słabo. W związku z tym dla mojej partnerki to też był trudny rok. Ale była dla mnie ogromnym wsparciem.
  3. Rozładowywałam napięcie autoagresją. Wiem, że to zuo, ale przynosiło ulgę. Wolałabym tego nie robić, ale w tym stresie i przeciążeniu dostępne mi sposoby resetowania się przestały działać. Leki w tej sytuacji nie pomogły. Pomogło dopiero zakończenie tego kołowrotka.
  4. Jedno z wystąpień przetrwałam, odłączając się od sytuacji. Nie zrobiłam tego z premedytacją, byłam już tak zmęczona, że nie miałam siły się denerwować. Miałam wrażenie, jakbym stała obok i obserwowała siebie. To mnie bardziej przestraszyło niż autoagresja, którą znam od dawna.
  5. Zaczęłam w pewnym momencie odmawiać kolejnych występów. To prawda, i tak niezbyt dobrze oszacowałam swoje możliwości, ale na szczęście w porę uniknęłam kilku dużych imprez typu konferencje, które kosztują mnie najwięcej. Naprawdę, dobrze jest wiedzieć, ile zobowiązań można bezpiecznie wziąć sobie na głowę.
  6. Spotkania towarzyskie nie mieściły się w grafiku, zresztą byłyby dodatkowym obciążeniem. Ale była jedna relacja, która ratowała mi skórę i podnosiła na duchu. To był jeden z najjaśniejszych punktów tego roku.

I jeszcze słowo o moich wystąpieniach publicznych w temacie spektrum autyzmu, bo też było ich kilka (oraz kilka razy zdarzyło mi się nie przyjąć zaproszenia w związku z przeciążeniem służbowymi występami). Najcieplej wspominam kwietniową konferencję „Nic o nas bez nas”, na którą jechałam w fatalnym stanie psychicznym i po nieprzespanej nocy. To na tej konferencji wydarzyło się kilka ważnych dla mnie spotkań. To po niej jedna z uczestniczek ZAwodowego ZAprzyjaźniania się dostała pracę. To był również jedyny raz, kiedy za wystąpienie w roli prelegentki-samorzeczniczki dostałam wynagrodzenie. Niby drobiazg, ale dla osoby bez etatu, próbującej się utrzymać z działalności społecznej i ciągle stresującej się, że w końcu wyląduje pod mostem – bardzo dużo.

Był też inny rodzaj społecznej ekspozycji, mianowicie teksty na Krytyce Politycznej. Nawet jeśli komuś nie jest bliska moja perspektywa, warto docenić fakt, że opiniotwórcze medium udostępniło swoje łamy dla osoby w spektrum autyzmu, publikując m.in. mój samorzeczniczy manifest. W warunkach tak niewielkiej widzialności i masowego upupiania dorosłych autystów przez media, myślę, że to ważna rzecz. Jestem bardzo wdzięczna redakcji KP za tę możliwość.

Podsumowując, wiem, że w tym roku przesadziłam i radziłam sobie w niezbyt zdrowy sposób. Dlatego moim najważniejszym postanowieniem, a właściwie planem na 2019, jest: mniej występów, więcej pisania. Wam też życzę takiego 2019, jaki sobie zaplanujecie.