Trudny temat: zmiany

Zmiany powinno się lubić. Otwartość na zmiany świadczy o dojrzałości, elastyczności i kreatywnym podejściu do życia. Taki jest obowiązujący przekaz w neurotypowym świecie. Kiedy prowadziłam dawno temu szkolenia dla działaczek społecznych, trochę żenująco było przyznawać, że się nie lubi zmian. Wszystkie twierdziły, że to uwielbiają, a ja się zastanawiałam, czy to jakaś wielka ściema, czy tylko ja jestem zamkniętą, niedojrzałą, sztywną i przestraszoną osobą.

Zmiany wywołują we mnie lęk, czasem panikę, a czasem agresję. Przyzwyczajam się do przedmiotów, ludzi, aktywności, rytuałów, kolejności wykonywania czynności, porządku, w jakim rzeczy się znajdują i dzieją się. Każdy z tych elementów buduje moje poczucie bezpieczeństwa, zmiana każdego z nich może je zburzyć. Najgorsze są zmiany nagłe i nieprzewidziane, jeśli wiem, że zmiana się wydarzy, mogę się do niej jakoś przygotować (chociaż to jakoś często okazuje się niewystarczające).

Przykłady stałych rzeczy w moim życiu:

  1. Ułożenie przedmiotów w moim otoczeniu. Pamiętam, kiedy w totalne osłupienie wprawił mnie fakt, że goście opiekujący się moim zwierzęciem i mieszkaniem podczas mojej nieobecności przestawili kilka przedmiotów. Każda rzecz ma swoje miejsce. Przekładanie albo nabywanie nowych bez konsultacji ze mną kończy się awanturą.
  2. Plan dnia. Wiem, co będę dziś robić, w moim terminarzu jest lista zadań na cały dzisiejszy dzień, na każdy dzień. Ciężko znoszę, kiedy nagle okazuje się, że muszę zrobić coś pilnego, czego nie ma na tej liście. Zazwyczaj źle reaguję na spontaniczne propozycje spotkań. Wyprowadzają mnie z równowagi osoby i sytuacje, które przeszkadzają mi w zrealizowaniu planu.
  3. Jedzenie. Mam bardzo ograniczony repertuar żywieniowy. Nie lubię próbować nowych rzeczy. Moje śniadania wyglądają zawsze tak samo, inne posiłki składają się z kilku powtarzających się zestawów. Na odstępstwa od żywieniowych przyzwyczajeń źle reaguje nie tylko moja głowa, ale również żołądek.

Oczywiście punktów jest znacznie więcej, ale nieprzypadkowo właśnie teraz przychodzą mi do głowy te dotyczące mojego miejsca i planu dnia. Doświadczam właśnie dużej zmiany w życiu, która powoduje wiele mniejszych zmian oraz wywołuje dużo smutku, lęku i ogólne rozbicie. Ta zmiana powiązana jest ze stratą, dlatego boli bardziej i potrwa dłużej niż inne.

Mieszkałam z osobą i z kotem*, mieszkam teraz sama i tak zostanie przez jakiś czas. Wspólne zamieszkiwanie to milion wspólnych aktywności, rytuałów, przedmiotów. Bardzo się do nich przywiązałam. Rano ciągle oczekuję, że kot mnie obudzi, a wieczorem, że przyjdzie do łóżka, położy się na moich nogach i wtedy będę mogła zasnąć. Kiedy wchodzę do mieszkania, uważam, żeby kot nie uciekł, w kuchni chowam jedzenie, żeby się nie poczęstował. Siadam do pracy i czekam, kiedy rozłoży się na moich kolanach. Ciągle zapominam, że go nie ma i zastanawiam się, jak długo będzie jeszcze spał. Nasłuchuję, kiedy zacznie upominać się o jedzenie, bo to oznacza dla mnie przerwę w pracy. Wieczorem czekam, kiedy zajmie (zawsze to samo) miejsce na sofie, bo dla mnie to sygnał, że mam się tam przenieść i przejść do bardziej relaksujących czynności niż praca.

O wspólnych ludzkich rytuałach, które straciłam, nie będę tu pisać. Ale uświadomiłam sobie, że to z kotem spędziłam najwięcej czasu w ostatnich latach. To on był ze mną codziennie. Jego obecność nigdy mnie nie przeciążała.

Może lepiej znosicie zmiany i napiszecie mi, co mogę zrobić, żeby przez to przejść? Jak o siebie zadbać w tej sytuacji? Z góry dziękuję za rady typu „częściej wychodź z domu i spotykaj się ze znajomymi”. Poważnie, chcę wiedzieć, jak radzicie sobie ze zmianami, bo ja słabo, jak widać.

fik_korekty

*Miał na imię Fikander i żył 11 lat. Od półtora roku chorował na przewlekłą niewydolność nerek. Bardzo cierpiał i trzeba było go już pożegnać. Był moim autystycznym kompanem. Świetnie asystował mi przy robieniu korekt.

Reklamy

9 thoughts on “Trudny temat: zmiany”

  1. Niestety, ja sobie radzę ze zmianami co najmniej tak samo źle jak Ty. Przywiązuję się do wszystkiego i każda zmiana, której nie inicjuję sama po dłuuugim przemyśleniu i przygotowaniu się, może wywołać silny stres – nagła (wymuszona awarią) zmiana telefonu czy komputera, remont w domu wymuszony przez rodziców, zmiana planów na weekend z powodu choroby, zmiana menu w ukochanej restauracji. W najlepszym przypadku meltdown, w najgorszym wielodniowe problemy z żołądkiem i snem.
    Rozumiem Cię bardzo dobrze, jeśli chodzi o stratę ukochanego zwierzaka, bo sama to przeżyłam – miałam wtedy 13 lat, pies był moim najlepszym przyjacielem i to było moje pierwsze spotkanie ze śmiercią. Bardzo cierpiałam, być może był to pierwszy epizod depresyjny w moim życiu.
    Moim zdaniem, rada jest jedna. Powiem tak… Najpierw daj sobie czas na żałobę – tyle, ile potrzebujesz, może kilka tygodni, może miesięcy. W tym czasie wspominaj go ile wlezie, płacz albo i nie, a kiedy już nieco ochłoniesz, zrób coś kreatywnego, co z Tobą zostanie i upamiętni kota. Może to być kolaż z jego zdjęć, może opowiadanie, może wiersz… co Ci tam w duszy gra. A po tym czasie przygarnij kota – koniecznie. Tu i teraz na pewno nie mieści Ci się w głowie, że mógłby być inny, bo też tak miałam… chcesz tego i koniec. Ale przyjdzie taki dzień, ze będziesz gotowa i poznasz to, a wtedy, choćby się paliło i waliło – poszukaj kota.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To ja powiem tak mniej standardowo. Sama musiałam uśpić moją kotkę i było mi wtedy bardzo źle. I choć pewne zdarzenia są nieuniknione, to można na nie patrzeć z różnych stron. Ja wtedy (dzięki moim przyjaciołom) spojrzałam na sytuację z perspektywy.. kota. Tego, że dzięki mnie miał takie cudowne życie, że miał kochający dom, lepszego by nie znalazł. I wiesz co? Trochę mnie to przekonało. Pojawiła się wdzięczność za to, że ten kot trafił akurat do mnie. Pozdrawiam serdecznie.
      PS: bardzo lubię Twojego bloga.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Ostatnio zwróciłam uwagę na różnicę w odbieraniu przewidzianych i niespodziewanych zmian i jestem przerażona tym, jak panikuję, kiedy dzieje się coś, na co nie mogłam się przygotować. Odejście kota niby było spodziewane, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak będzie bez niego, więc czuję się bezradna 😦 To na pewno trochę potrwa. Dzięki za Twoje wsparcie! ❤

      Polubienie

  2. Ciekawe to, co mówisz o rytuałach, ustalonym porządku, kolejności robienia rzeczy. To – jak dla mnie – naturalne cechy osoby aktywnej, która chce ekonomizować swój czas (więc również ten mentalny – czyli pamięć). Zupełnie nie widzę tego jako dowodu złego radzenia sobie ze zmianami. Przeciwnie – porządek dnia, stałe procedury i jeden lub dwa codzienne rytuały uzbrajają wobec dużych zmian, takich jak miejsca zamieszkania, zawodu, czy trybu życia, ponieważ wtedy właśnie tych wypracowanych stałych nie trzeba ruszać, bo jeśli są optymalnie skonstruowane, będą się dawały przystosować do nowych warunków. Brak elastyczności nie musi być konieczną cechą rytuału. Raczej wynika on z niskiego stopnia jego wyabstrahowania – brania pod uwagę tylko 2 lub 3 konkretnych opcji zamiast kategorii opcji (nie mówię tu, rzecz jasna, o dzielonych rytuałach podtrzymujących relacje, bo one sprzyjają przywiązaniu).
    W moim doświadczeniu dominuje raczej sama niechęć – przykurcz. Mam jednak świadomość, że w jakiejś mierze jest on wynikiem presji ideologicznej wczesnego środowiska (tak naprawdę chodziło o odmienność psychofizyczną, ale niech stoi) i przeżytych
    traum. No, i deficytów w kontaktach społecznych – bo „neurotypicy” nie lubią być w tych sprawach kreatywni i to strasznie jest osamotniające. I to właśnie osamotnienie odbiera mi chęć do eksperymentowania i podejmowania ryzyka (czyli depresja 😀 ).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci. Jak miło, że podchodzisz do tego zupełnie inaczej niż ludzkość 😀 Spróbuję w ten sposób myśleć o moich przyzwyczajeniach i rytuałach. Nie mam niestety poczucia, że uzbrajają mnie wobec dużych zmian, ale postaram się prześledzić moje bycie w zmianie pod tym kątem i może pootwiera mi się coś pozytywnego ❤

      Polubienie

  3. Rutyna dnia, uporządkowanie , rytuały są bezpieczne , uspokajają ale może warto zrobić krok do przodu i wprowadzić w życie nieco spontaniczności. Koty są super. Nie narzucają się ze swoją miłością i także lubią rutynę. Ale może teraz pora na pieska? 🙂 spacery w różnych miejscach , spotykanie innych „psiarzy” , brudne ślady łap na podłodze itp nieoczekiwane sytuacje mogą sprawić , że kolejne zmiany nie będą już tak przykre i łatwiej Ci będzie żyć. A poza tym będzie przy Tobie najwierniejszy towarzysz,który nigdy nie będzie Cię osądzał i krytykował.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s